RSS
czwartek, 18 marca 2010
Ja inkwizytor. Wieże do nieba - Jacek Piekara

Ubiegły tydzień leżałam złożona grypą, a że mój nałóg muszę kontynuować w skrajnie niesprzyjających warunkach (ból głowy, katar, łzy z oczu - nic to - mam codzienną silną potrzebę swoją dawkę słowa drukowanego zażyć) sięgnęłam po literaturę lekką, łatwą i przyjemną. I w tej kategorii przygody nieodmiennie czarującego Mordimera sprawdzają się znakomicie. Ten alternatywny świat, który powinien być przecież odwrotnością naszego - Chrystus wszak nie umarł za nasze grzechy, ale zszedł z krzyża i krwawo rozprawił się ze swoimi prześladowcami, na pierwszy rzut oka dziwnie przypomina nasz. Na drugi rzut oka też, i na trzeci zresztą jeszcze bardziej. Nasz przesympatyczny inkwizytor, który bynajmniej nie napawa się cierpieniem torturowanych grzeszników, a jedynie pomaga im poprzez szczere wyznanie win i skruchę oczyścić duszę z plugastwa, prowadzi jak zwykle śledztwo. W tym tomie dopiero zaczyna swoją inkwizytorską działalność. Wartka akcja gwarantuje, że nie będziemy się nudzić, a przy okazji możemy sobie przypomnieć, że dobrymi chęciami piekło wybrukowano a sprawiedliwość zwykle przegrywa z pragmatyzmem. Jednym słowem solidne rzemiosło pisarskie i świetne czytadło.

3,5/6

21:19, hallgerd
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 15 marca 2010
Ślepy zabójca - Margaret Atwood

Przeczytawszy "Panią Wyrocznię" pomyślałam, że chyba już nigdy nie sięgnę po tą autorkę, że ona nie dla mnie, albo przynudza trochę albo ja tępa i nie dorosłam.Jednak pozytywne recenzje oraz wspomnienie "Penelopiady" sprawiło, że pomyślałam sobie, że spróbuję jeszcze raz. I sprawdziło się to banalne "nigdy nie mów nigdy"

Bo ta książka jest inna. Intrygująca, czasem denerwująca, nie daje się łatwo odłożyć. Napisałam książka, a właściwie są to książki, bo opowieść zbudowana jest na zasadzie matrioszek. Codzienne życie starej Iris przeplatają się z  jej wspomnieniami  z czasów młodości, książką zatytułowaną również "Ślepy zabójca",  opowiadaniem fantastycznym jednego z bohaterów zawartym w tej książce w książce. Uff, ale to nie wszystko, jeszcze wycinki z gazet, wieści z życia wyższych sfer, nekrologi itp. Taka układanka, kalejdoskop, puzzle. Bohaterkami powieści są kobiety, one wysuwają się na pierwszy plan, przepięknie i wnikliwie odmalowane przez autorkę. Na ich tle panowie wypadają bardzo blado i do tła jedynie się sprowadzają. Główny szwarccharakter, czyli Winifred, energiczna i skuteczna. Laura - siostra głównej bohaterki, niezależna i starająca zachować uczciwość wobec siebie. No i wreszcie Iris, narratorka, którą poznajemy u schyłku życia i której wspomnieniom zawdzięczamy tę historię. Opowieść o upadku bogatej niegdyś rodziny, utracie najbliższych, tajemnicy. Przyznam się, że główna bohaterka do pewnego momentu niezmiernie  mnie denerwowała. Przypominała bezwolną lalkę przestawianą dowolnie przez otoczenie, ślepą, niemą, pozwalająca krzywdzić i odbierać sobie najbliższych.  Jak trawa uginająca się pod wpływem wiatru, nie potrafiąca się przeciwstawić, jej życie toczyło się w jakiejś utartej, z góry nakreślonej koleinie, której wydawało się nie umiała opuścić. Dużo bardziej podobała mi się jako trzeźwa staruszka, he, he, przez otoczenie pewnie postrzegana raczej jako starucha. Jej spostrzeżenia stają się mi niepokojąco bliskie.

" To wszystko to po prostu afront. Słabe kolana, artretyczne stawy, żylaki, zniedołężnienie, upokorzenia - nie należą do nas, nigdy ich nie chcieliśmy. W swoich głowach jesteśmy doskonali - w najlepszym wieku i w najlepszym świetle..."

Coraz częściej czuję się zdradzona przez własne ciało i to zaskoczenie przed lustrem - kim do diabła jest ten stary babsztyl????

5,5/6

22:41, hallgerd
Link Komentarze (2) »
piątek, 26 lutego 2010
Tajemnica Brokeback Mountain - Annie Proulx

"Panowie miłościwi, czy wola wasza usłyszeć piękną opowieść o miłości i śmierci?"

Jak to jest, kiedy dosięga Cię  uczucie ponad miarę powszedniego, człowieczego życia? Spada na Ciebie niespodziewanie, nieoczekiwanie i nie chciane, mąci życie, które upływa na ciągłym staraniu, by sprostać oczekiwaniom otoczenia, być porządnym, normalnym facetem. Kiedy rani Twoją duszę niemożność za akceptowania samego siebie, strach przed uczuciem i namiętnością, przed światem, który Cię zniszczy za próbę uchronienia odrobiny szczęścia. Kiedy brakuje odwagi na podjęcie ryzyka w obronie samego siebie i tego co dla Ciebie najważniejsze. Próbujesz pogodzić niemożliwe. Jesteś tylko człowiekiem, i uczucie skrojone na miarę tytanów łamie Cię i niszczy wszystkich dookoła.

Kochasz i próbujesz walczyć o swoją miłość. Marzysz o wspólnym życiu, o niemożliwym... Czekasz cierpliwie. Ile można mieć cierpliwości? Ile można unieść rozczarowań, tęsknoty, samotności? Ile miesięcy i lat można zabiegać, gnać na oślep tysiące kilometrów, być na każde zawołanie? Jak długo można czekać na ukochaną osobę?

Miałaś dom, rodzinę, kochającego męża. Przypadkiem zobaczyłaś coś, co niszczy wiarę w najbliższego człowieka. Starasz się o tym nie wiedzieć, nie pamiętać, nie myśleć, spychasz gdzieś do podświadomości. Płaczesz bezgłośnie, dusząc głośny, potworny krzyk. Wierzysz, że to co nienazwane, co skrzętnie omijane w rozmowach nie istnieje, nie może istnieć.

 Poznałaś miłego chłopaka, ślub, dziecko... Jak długo można żyć bez bliskości i zrozumienia, wzajemnego ciepła? Czujesz że ukochana osoba oddala się, nie domyślasz się  lub nie chcesz dopuścić do świadomości powodu. Otaczającą Cię pustkę wypełniasz pracą, coraz nowszymi ciuchami, coraz bardziej ekstrawaganckimi fryzurami.

Książka i film (bo w tytule notki powinnam dopisać Anga Lee) opowiada między innymi o miłości bezwzględnej jak sama natura, jak lawina niszcząca wszystko na swojej drodze, łamiącej wszystkie boskie i ludzkie zakazy. Uczuciu, na które bohaterowie nie mają najmniejszego wpływu. Tłumione i odpychane łamie ich, niszcząc przy okazji najbliższych. A jednak - nie wszystkim w życiu przytrafia się coś tak boleśnie prawdziwego, niepowtarzalnego, a wszyscy marzymy o tym i śnimy. O wielkiej, romantycznej i jedynej w swoim rodzaju. I nie wszystkim zostaje chociażby "Brokeback Mountain" Film obejrzałam wcześniej, opowiadanie przeczytałam niedawno, ale oba dzielił dość krótki odcinek czasu. Zbyt krótki, żeby ocenić książkę autonomicznie. Utwór Annie Proulx wydaje  się przy filmie surowym szkicem zaledwie, chociaż dużo mocniej przemawia samotność Ennisa. Film wypełnia ten szkielet emocjami, przemawia, gestem, spojrzeniem, nie wypowiedzianym słowem, przepięknym, aż do granicy kiczu obrazem. Książka zawiera jeszcze krótki esej autorki na temat ekranizacji, chociaż o wiele ciekawsze w nim są uwagi na temat powstawania samego utworu. Wyjątkowo nie oceniam, bo bardzo trudno mi rozdzielić oba utwory. Nie wiem, czy bez filmu książka zrobiłaby na mnie jakieś wrażenie.

23:55, hallgerd
Link Komentarze (6) »
poniedziałek, 22 lutego 2010
Lituma w Andach - Mario Vargas Llosa

Podobnie jak w przypadku Olgi Tokarczuk z góry uprzedzam, że wszelkie słowa niżej napisane są kompletnie nieobiektywne ( zresztą chyba jest tak zawsze, gdy wyrażamy swoje na jakiś temat zdanie, ale to jest przypadek szczególny) Mario Vargas Llosa od od wielu lat jeden z moich ukochanych pisarzy i każda napisana przez niego książka przyjmowana jest przeze mnie z entuzjazmem i obowiązkowo mi się podoba. Hm.. prawie każda, po "Szelmostwach" miałam dość mieszane uczucia.

Jest to powieść nieco lżejsza (chociaż w formie raczej niż w treści) od tych jego najbardziej znanych, największych, ale doskonale widoczny w niej jest rozpoznawalny styl - Vargas Llosa taki, jakiego uwielbiam - męski, bezkompromisowy, nie uciekający od mocnych, nawet drastycznych (kiedy trzeba) scen.

Peru. Czasy nasilającej się aktywności terrucos spod znaku Świetlistego Szlaku. Mała zagubiona w wysokich Andach osada górnicza. Tajemnicze zaginięcia. Do rozwiązania zagadki zostają wysłani (lub raczej zesłani) dwaj policjanci. kapral Lituma i Thomas Carreno. Swoje śledztwo prowadzą w okolicznościach nazwijmy to eufemistycznie - niesprzyjających. Bezwzględna natura, nieufna, wrogo nastawiona ludność, narastające poczucie zagrożenia życia. Jednak pomimo tego, że policjanci chcą jak najszybciej zakończyć śledztwo, a rozwiązanie zagadki wydaje się oczywiste od pierwszych stron powieści, dla kaprala Litumy powszechne przekonanie to nie dowód, nie przestaje więc wątpić, wypytywać, drążyć. A jednocześnie w czasie długich, bezsennych nocy Thomas snuje opowieść o swojej wielkiej, romantycznej miłości do pewnej prostytutki. W tle głównych wątków, codzienne życie mieszkańców osady, nie dające się znieść bez pisco, barwne obyczaje andyjskich Indian, porażające zbrodnie senderystów na ludziach i zwierzętach - ta ostatnia chyba robi największe wrażenie.  I przede wszystkim postacie - pełnokrwiste, zapadające w pamięć - właściciel karczmy Dionisio, jego wiedźmowata małżonka Adriana, handlarz Cazimiro, prostaczek, opiekun wigoni - Perdito i wielu innych. Ich losy poznajemy w licznych retrospekcjach - zabieg przypomina mi  ten użyty wcześniej w "Wojnie końca świata". Jednym słowem kolejna świetna, warta polecenia powieść.

W październiku będę kibicować Vargasowi Llosie przy rozdaniu literackiej nagrody Nobla. Trzymam za niego kciuki od wielu lat, może akurat w tym roku...

5/6

20:26, hallgerd
Link Komentarze (4) »
niedziela, 31 stycznia 2010
Wykluczeni - Elfriede Jelinek

Wykluczeni - Elfriede Jelinek

Książka trafiła na wyjątkowo ciężki czas. Styczeń to chyba jeden z najpracowitszych miesięcy. Koniec semestru a więc oceny, dzienniki, sprawozdania. Do tego zimno, ciemno, święta już minęły a do wiosny daleko. A książka Elfriede Jelinek bynajmniej nastroju nie poprawia. Wykluczeni to książka między innymi o nastolatkach. Bohaterowie dojrzewają w czasach wyjątkowych (hm.., które to czasy nie są wyjątkowe?) Na powszechne i wręcz spowszedniałe u dzisiejszych nastolatków poczucie wyobcowania, niezrozumienia, jakiejś egzystencjalnej samotności i skrajnego odczuwania wrogości otoczenia nakłada się sytuacja powojennej, pohitlerowskiej Austrii. Młodych nie interesują ideały, którymi żyli i dla których umierali ich rodzice. Zarówno ofiara jak i zbrodnia poprzednich pokoleń stają się balastem od którego za wszelką cenę chcą się uwolnić. Co nie okazuje się jednak łatwe, jako że ich rodzice nadal tkwią w tej przeszłości i bezustannym zrzędzeniem przypominają o essesmańskich przewagach lub heroicznych ofiarach. Z kart powieści wyłania się szary, brudny, depresyjny Wiedeń. Codzienność  jawi się niczym bagno, z którego bohaterowie chcą się wydostać z naiwnością, bezkompromisowością i okrucieństwem właściwym nastolatkom.  Napędza ich jakiś nierozumny gniew na wszystkich, wściekłość, frustracja, wyrazem buntu przeciwko beznadziejności, szarzyźnie, społeczeństwu, przeciwko wszystkim i wszystkiemu są brutalne napady na przypadkowych przechodniów. Wizja świata przedstawiona przez autorkę jest bardzo mroczna, pesymistyczna, w opisywanych przez nią bohaterach czy to pierwszoplanowej czwórce nastolatków jak w drugoplanowych  nie można odnaleźć niczego pozytywnego. Tej depresyjnej rzeczywistości nie pozostawiającej w czytelniku żadnych złudzeń odpowiada narracja, urywana, niespokojna, pełna powtórzeń niczym poszarpane, szalone myśli przelatujące przez głowę oszalałego zwierzęcia nie umiejącego znaleźć wyjścia z pułapki. Książka mocna i ciężka i bolesna. Wstyd przyznać, że to pierwsza książka noblistki, którą przeczytałam. Jeszcze większy wstyd to powód - jakoś odpychały mnie odkładki, teraz wiem, że mam sporo do nadrobienia.

  5/6

19:17, hallgerd
Link Komentarze (2) »
 
1 , 2 , 3 , 4
| < Marzec 2010 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31        
Zakładki:
Czytam
Odwiedzam
Mapa
Autorzy
Zapowiedzi